-
Niezbędne:
Niezbędne pliki cookie są kluczowe dla przeglądania witryny i korzystania z jej funkcji. Pliki cookie, które umożliwiają sklepom internetowym przechowywanie produktów w koszyku podczas zakupów online i nawigacji po witrynie, są przykładem ściśle niezbędnych plików cookie. Nasza witryna nie działa bez tych plików cookie, dlatego są one przechowywane bez Twojej wyraźnej zgody.
-
Pliki cookie preferencji:
Pliki cookie preferencji mogą być używane do zmiany doświadczeń użytkownika na naszej stronie internetowej. Pliki cookie preferencji pozwalają stronie internetowej zapamiętywać dokonane w przeszłości wybory.
-
Statystyczne pliki cookie:
Statystyczne pliki cookie służą do zbierania informacji o tym, jak korzystasz z naszej strony internetowej. Żadna z tych informacji nie może być wykorzystana do Twojej identyfikacji.
-
Marketingowe pliki cookie:
Marketingowe pliki cookie śledzą Twoją aktywność online. Celem marketingowych plików cookie jest pomaganie reklamodawcom w dostarczaniu bardziej trafnych reklam lub ograniczanie liczby wyświetleń reklamy.


OPOWIEŚĆ ŚWIĄTECZNA Z POGRANICZA
OPOWIEŚĆ ŚWIĄTECZNA Z POGRANICZA
Dawno, dawno temu, w czasach osikowych czółen i ognisk, istniała pewna grupa plemienna, która po zebraniu się tu i tam oraz po pokonaniu wystarczająco wielu rwących progów, postanowiła zatrzymać się w okolicach umiarkowanych jezior. Tutaj dobrze się żyło: ryb i leśnych plonów było pod dostatkiem. Potem unosił się dym z wypalania lasów, rozwijały się rzepa i żyto. Ludność bogaciła się.
Kiedy kolejne pokolenie zeskoczyło z wilgotnych kopców, ktoś zanurkował na dno wody i odkrył niezwykłą rudę. Inny obrabiał ją ogniem i wkrótce pukano nią o brzegi. Uzyskano dobry materiał na grot włóczni, ostrze strzały – i pod twardą podeszwę buta z rzadkiego zwierzęcia, wymienionego za skóry.
Zaczęto szeptać o krzyżu. Wkrótce zobaczono go na szyjach ludzi w szatach, ich mowa była dziwna. Widziano też już drugą kamienną górę warowną, pośrodku wielkiej rzeki, na starym szlaku. Stamtąd raz po raz przybywali nowi rycerze w żelaznych pancerzach, kowale, a także poborcy innych danin.
Wkrótce sąsiad nazwał sąsiada Szwedem, a inny Rosjaninem. Chociaż rozmawiali w jeden sposób. I nie wystarczyły podburzenia, trzeba było uważać, czy znajoma wioska z szarymi bali nie płonęła już w ogniu, a może było jeszcze gorzej. Turza przed wrogami była kryjówka na pustkowiu, choć podobno na skałach i kamieniach gdzieś już wyryto obrazy.
Wreszcie ci, którzy sami żegnali się z trudem w kierunku wschodzącego słońca, zmęczyli się próbami i zaczęli migrować do innych krajów. Ci, którzy zostali, wymieniali się krwią. Oddalili się również mieszkańcy puszcz, ci najmniejsi Lapończycy. Ktoś rzekł: