Zdjęcie wkrótce
Artykuł opublikowany 22.12.2021

OPOWIEŚĆ ŚWIĄTECZNA Z POGRANICZA


OPOWIEŚĆ ŚWIĄTECZNA Z POGRANICZA

Dawno, dawno temu, w czasach osikowych czółen i ognisk, istniała pewna grupa plemienna, która po zebraniu się tu i tam oraz po pokonaniu wystarczająco wielu rwących progów, postanowiła zatrzymać się w okolicach umiarkowanych jezior. Tutaj dobrze się żyło: ryb i leśnych plonów było pod dostatkiem. Potem unosił się dym z wypalania lasów, rozwijały się rzepa i żyto. Ludność bogaciła się.

Kiedy kolejne pokolenie zeskoczyło z wilgotnych kopców, ktoś zanurkował na dno wody i odkrył niezwykłą rudę. Inny obrabiał ją ogniem i wkrótce pukano nią o brzegi. Uzyskano dobry materiał na grot włóczni, ostrze strzały – i pod twardą podeszwę buta z rzadkiego zwierzęcia, wymienionego za skóry.

Zaczęto szeptać o krzyżu. Wkrótce zobaczono go na szyjach ludzi w szatach, ich mowa była dziwna. Widziano też już drugą kamienną górę warowną, pośrodku wielkiej rzeki, na starym szlaku. Stamtąd raz po raz przybywali nowi rycerze w żelaznych pancerzach, kowale, a także poborcy innych danin.

Wkrótce sąsiad nazwał sąsiada Szwedem, a inny Rosjaninem. Chociaż rozmawiali w jeden sposób. I nie wystarczyły podburzenia, trzeba było uważać, czy znajoma wioska z szarymi bali nie płonęła już w ogniu, a może było jeszcze gorzej. Turza przed wrogami była kryjówka na pustkowiu, choć podobno na skałach i kamieniach gdzieś już wyryto obrazy.

Wreszcie ci, którzy sami żegnali się z trudem w kierunku wschodzącego słońca, zmęczyli się próbami i zaczęli migrować do innych krajów. Ci, którzy zostali, wymieniali się krwią. Oddalili się również mieszkańcy puszcz, ci najmniejsi Lapończycy. Ktoś rzekł: