Zdjęcie wkrótce
Artykuł opublikowany 29.07.2021

NA POGRANICZU KULINARNYCH PODRÓŻY


NA POGRANICZU KULINARNYCH PODRÓŻY

Latem wczasowicze chętnie podróżują po całym kraju. Nawet w czasach wyjątkowych, już drugi rok, w turystyce podstawowej zawsze podkreśla się dwie rzeczy: zakwaterowanie i jedzenie. W odniesieniu do tego drugiego, na pierwszym miejscu wyróżnia się podstawowa potrzeba, gdy wykracza się poza codzienne warunki: jedzenie musi być smaczne, wystarczające i przystępne cenowo. To już jest dobry początek, a często prowadzi dalej.

Druga potrzeba wymaga pierwszej, ale jest już bardziej złożona. Jaka jest ta wyjątkowa wartość jedzenia, która wynika z czynników kulturowych? Czy jest w nim coś tradycyjnego i zakorzenionego, czego nie można znaleźć codziennie, a zwłaszcza wszędzie, jak mrożonej pizzy z supermarketu? A co z lokalnością jedzenia? I wartość dodana – czy jest w tym jakieś nowe, pomysłowe rozwiązanie, które jest z pewnością oryginalne?

W Południowej Karelii również byłoby wiele tradycji kulinarnych, ale po bliższym przyjrzeniu się szybko okazuje się, że warstwa tak zwanych tradycyjnych potraw dostępnych dla podróżnych jest dość cienka. Särä, vedyt, atomit, rinkeli, piirakat i rieska. Potem trzeba trochę pomyśleć, aby kontynuować listę. Alternatywy jako punkty wyjścia dla turystyki tradycyjnej i lokalnej żywności istniałyby również na północy prowincji, ale na początek należałoby podnieść tutaj profil.

W Ruokolahti podobno w jednym z bardziej oddalonych wiejskich barów można było kiedyś znaleźć kanapki särä, ale już ich nie ma. Przy drogach w Rautjärvi nie pamiętam żadnej alternatywy opartej na tradycji, ale z Laikon kankaalta można było kiedyś dostać smaczny i sycący pasztet z pieczeni jako prowiant. Teraz jego dawne kawiarnie i restauracje huczą pustką obok opuszczonych pomp benzynowych rok po roku.

W Parikkala, obok drogi numer sześć, zadomowił się sklep z lokalnymi produktami, oferujący swoje wyroby, ale na postoju obok Park rzeźb już drugie lato budzi zdumienie ekspansja najsłynniejszego sprzedawcy kalakukko w Savo, a może i w całej Finlandii. Kukko jest prawdopodobnie sprowadzany również z Północnej Karelii.

Cóż, to dobra przedsiębiorczość i jedzenie. Ale będąc w starych „kukko-regionach” również tutaj, nie można nie odczuwać wielkiego rozczarowania, że sami nie udało nam się zapełnić parkingów lokalnymi produktami i pomysłami na przepisy, i to obok najpopularniejszej atrakcji.

Wydaje się, że przynajmniej w Parikkali ostatnie dekady były najbardziej dynamiczne w rozwoju produktów lokalnych niż obecnie. Zniknęły, oprócz kukko, stopniowo i po cichu również przynajmniej musztardy miodowe, kapusta kiszona, lniane i szarpane połówki chleba żytniego. Łosoś od dawna nie pływał do magazynów, a dawno słynne wieczory z pieczenią rozbójników na północy są już tylko wspomnieniem.

Co można by zrobić? Oczywiście nie ma łatwej odpowiedzi, tak jak nigdy nie ma w przedsiębiorczości gastronomicznej czy w ogóle w przedsiębiorczości. Cały proces wymagałby gruntownego remontu, zaczynając od analizy jadalnych produktów i podstawowej idei, poprzez rozwój produktu, inwestycje produkcyjne, marketing... i tak dalej.

Nie jest też łatwo zapakować wszystko, co minęło: jeśli ktoś zdoła skomercjalizować tradycyjną potrawę z Parikkala, czyli zupę wieprzową ze wszystkimi jej wnętrznościami, zgodnie z gustem współczesnego człowieka i jeszcze na wynos, to może od razu kontynuować karierę jako fakir w Indiach. Oczywiście, życzyłoby się, aby nadal pojawiały się okazje do zupy. Takie, które pamiętało wielu odwiedzających muzeum handlu w Honkakylä.

Podstawą dla nowej turystyki kulinarnej może być nie tylko tradycja kulinarna miejscowości, ale także stara, szersza podstawa regionalna, zwłaszcza tutaj Wschodnia Finlandia, dziedzictwo karelijskie i sawokarelijskie. Możliwości naturalnie kształtują się na bazie produkcji pierwotnej i poprzez łańcuchy współpracy. Dość często skład lokalnego produktu to proces produkcyjny recyrkulowany między sąsiednimi prowincjami, jeśli nawet jego skład nie pochodzi z jeszcze dalszych zakątków. W tym zakresie twórcy branży mieliby jeszcze pole do zacieśnienia współpracy.

Lokalna postać, historia w tle czy atrakcja może również podsycać wyobrażenia kulinarne. Od czasu parikkalskich dziewek i siej z Simpele minęło już sporo czasu. Co dziewka włożyłaby teraz do plecaka, może ogon sandacza? Czy lwi udział w łosiu lub jelenie przypadłby Ruokolahti, a żelazna porcja w Rautjärvi składałaby się z wanilii, zupy grochowej i ciemnej herbaty lub korzenia cykorii? Oczywiście istnieje również swobodne i beztroskie podejście, w którym można czerpać jedynie z dostępnych darów natury. Dzikie zioła opanowały wszędzie. Ponieważ wiele naszych jezior jest obecnie bogatych, np. pałki wodnej jest pod dostatkiem. Można z niej uzyskać pożywną mąkę, którą wykorzystywano już w epoce kamienia łupanego. Impatiens glandulifera i niektóre łubiny również nadają się do spożycia przez ludzi. Więc kluby cztero-HOOKER, kosiarze skrzypu i poboczy, oraz kursy gotowania do boju – i smacznego!

-Rajamaisteri